Ksiega Gosci
~Wpisz się
~Ogladaj

Linki

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

brak kategorii (1)
wszystkie (1)



Archiwum
2009
sierpien (1)









Design by mArtynA


prolog

wtorek, 25.sierpnia.2009, 14:35
Gdybym musiała zacząć od początku, zajęłoby mi to dość dużo stron. Jestem za leniwa, by opisywać wszystko od początku. Powiem w skrócie. Gdzieś na zachodzie Nibylandii został wybudowany piękny i wspaniały zamek, do którego chodzili ludzie ze specjalnymi zdolnościami. Byli to ludzie obdarzeni magicznymi mocami. Niewiele ich było. Spotykali się na pierwszym roku nauki, gdy mieli 11 lat. Ale kto by tam pamiętał, co się działo w tych prehistorycznych czasach. Przenieśmy się lepiej do teraźniejszości, gdzie każdy z elitarnej grupki ukończył już egzamin z Sumów i brnie dalej, by posiąść jak największą wiedzę o magii! Zmrok zapadł już dosyć dawno, jednak światła w bibliotece wciąż się paliły. Przy stoliku siedziała grupka osób, która szeptała o czymś z przejęciem. Porozkładane na stolikach książki miały świadczyć o tym, że się uczą. Ale kto by wierzył pozorom. Jedna z dziewczyn wstała gwałtownie, przyjmując postawę obronną. Dość cycata była, więc miała problem ze skrzyżowaniem rąk w geście sprzeciwu. Czarne włosy zafalowały, gdy wzburzona pokręciła głową.
-Tak być nie może! Przecież wiadomo, że jak dodasz dwie dziecięce pępowiny i pomieszasz eliksir odwrotnie z ruchem wskazówek siedem razy i zgodnie z ruchem wskazówek pięć razy, to nie osiągniesz tego efektu!
Zielonooka szatynka zawinęła kosmyk włosów na palec i zaczęła się nim bawić. Spojrzała na stojącą dziewczynę z niejakim politowaniem.
-Nie Wika, źle mówisz. Ty kiedykolwiek widziałaś co się dzieje po wrzuceniu pępowiny dziecka do eliksiru? Chyba matka cię nie kochała i ci tego nie pokazała.
Wika zarumieniła się na twarzy słysząc słowa niejakiej Moony. Zacisnęła ręce w pięści, mając wielką ochotę ją uderzyć. Jednak nie doszło do rękoczynów dzięki trzeciej osobie, która raczyła się odezwać. Rudowłosa dziewczyna o przenikliwych błękitno-żółtych oczach, bujała się na krześle, próbując utrzymać różdżkę na jednym palcu.
-Przesadzacie. Dodajmy całe dziecko i będzie po kłopocie. Tylko gdzie je teraz znaleźć.
Zamyśliła się, jednak długo nie dane było jej rozmyślać o polowaniu na dzieci. Z cudownej krainy marzeń wyrwało ją mocne uderzenie w potylice.
-Ała! Za co?!
-Lavi, jesteś głupia.
Zielonooka uśmiechnęła się drapieżnie, patrząc na rudzielca masującego głowę po uderzeniu Wiki.
-To same sobie radźcie, łachy bez.
Teatralnie uniosła głowę do góry, zarzucając pospolitym fochem. Nagle drzwi biblioteki otworzyły się z hukiem. Do środka wpadła średniego wzrostu dziewczyna z siekierą w ręku. Na głowie miała wełnianą czapkę a na szyi zawinięty szalik z godłem Huffelpuffu i nic poza tym. Goła wbiegła do biblioteki z szatańskim błyskiem w niebieskich oczach.
-KTO IDZIE POLOWAĆ NA CHOINKI?!
Wydarła się na całe gardło. Zwabiona zza regałów bibliotekarka złapała się za serce. Zaczęła harczeć powoli osuwając się na podłogę. Wszystkie głowy zwróciły się w tamtą stronę.
-To chyba zawał.
Pierwszy męski głos w tym gronie opisał pokrótce stan kobiety. Był chyba spokrewniony z Mooną, gdyż jego włosy i oczy były tego samego koloru a rysy twarzy mówiły same za siebie. Wyglądał jak.. Nie, ów chłopak nie wyglądał. Przeniósł jedynie wzrok z bibliotekarki na ciekawszy okaz gołej dziewczyny stojącej z siekierą w drzwiach. Jego brew powędrowała delikatnie do góry a na ustach pojawił się cień uśmiechu. Ze zbereźnych myśli wytrąciło chłopaka delikatne szturchnięcie w bok.
-Ej, Quert nie przeszkadzaj.
Wyszeptał w stronę kolegi, od którego dostał cios między żebra. Chudy i dość wysoki piwnooki młodzieniec zaśmiał się tylko.
-Co ty pleciesz, przecież to Denzi. Ona lubi bawić się iluzją. Wytrzyj ślinę, bo ci pociekła.
Zielonooki walnął bez wahania siedzącego obok chłopaka. Po chwili jeden na drugiego rzucali się z pięściami.
-Jakby nie mogli użyć różdżek.. Quert, Nathan! Przestańcie robić wieś.
Lavi wstała z miejsca i podeszła do bibliotekarki. Sprawdziła jej puls, kucając nad nią.
-Przydałoby się wezwać panią Pomfey. Denzi zdejmij już tą iluzję, bo w oczy kole twoja golizna.
Dziewczyna stojąca z siekierą, zamachała nią niebezpiecznie. Siekiera po chwili zamieniła się w różdżkę a na gołym ciele pojawiła się szata Huffelpuffu. Dziana czapeczka również znikła.
-No jak to, nikt nie chce polować na choinki? Przecież niedługo święta!
Wika podniosła brwi. Sceptycznie spojrzała na stojącą w progu. Chrząknęła cicho, poprawiając stanik dyskretnym ruchem.
-Denzi, po pierwsze mamy środek lata, po drugie choinki nigdzie ci nie uciekną.
Mruknęła tonem nie znoszącym sprzeciwu. Każdy jednak przysiągłby, że Denzi ma swój świat i swoje kredki. Dlatego nie warto było się z nią kłócić.
-Za to możemy iść zapolować na jakiegoś płoda!
Rzuciła wesoło Lavi. Wszyscy spojrzeli na nią, bez słowa. Cisza trwała dobrą minutę.
-To może pójdziemy po panią Pomfey?
Pomysł zielonookiego przypadł wszystkim do gustu. Ruszyli w stronę wyjścia z biblioteki, zostawiając nieprzytomną bibliotekarkę. Lavi ociągała się, schodząc po schodach. Jej myśli zaprzątały małe dzieci. Gdzie też w Hogwarcie mogłaby takiego upolować? Nagle dziwna myśl przebłysnęła w jej mózgownicy. Na ustach pojawił się niebezpieczny uśmiech a wilcze oczy zalśniły. Nic jednak nie powiedziała, zmierzając wraz z innymi do skrzydła szpitalnego.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: